W jakim stopniu urealniasz siebie w świecie?

Wiesz… miałam niedawno sesję soul coachingu czyt. podróż medytacyjną.
Sesja zaczęła się od pytań coachingowych.
Aaaach kurczę, nie lubię takich pytań, bo…
cóż…. są tak bardzo niewygodne.
Zosia Samosia we mnie mówi, że jak mam ochotę, to sama mogę się siebie podpytać o to czy owo. Ale żeby mnie ktoś przepytywał? Nu, nu.
(wiem, to brzmi dziwnie, ale tak mam)

Co dalej z tą sesją…
Otóż, ja oczywiście wymyśliłam sobie pytanie,
które nurtuje mnie od dawien dawna.
A raczej uczepiłam się go jak rzep psiego ogona.
Co tak naprawdę, naprawdę jest mechanizmem mojego autosabotażu,
brzmiącego: „Lidia, czekaj na znaki na niebie, szukaj odpowiedzi”.
I to oczywiście wszystko jest wielką ściemą.
Bo ja na nic nie muszę czekać i niczego nie muszę szukać
– wiem wszystko od dawna.

W każdym razie…
okazało się, że w czasie sesji głowa musiała zrobić sobie wolne.
Umysł musiał odpocząć, odetchnąć, iść na wagary.
Bo intuicja/serce/coś pokierowało mnie w zupełnie inną stronę.
Jak się domyślasz – tę wypieraną, tę najważniejszą, tę fundamentalną.
Masz babo placek. Eh.
Aaach jednak nie dało się ukryć tego, co świadomość spychała na drugi plan.
Za to kocham pracę z energią.
Zawsze wybije to, co trzeba.

I co dalej…
Poruszałam się po pięknej krainie, którą stworzyła moja wyobraźnia
(według mnie to łącznik z tym, co niewidzialne, a istniejące).

Przyszedł do mnie najmniej spodziewany (głową) Przewodnik.
Choć w prawdziwym życiu mamy ze sobą do odwalenia jeszcze kawał roboty…

Przyszła do mnie moja lekka, pełna swobody i wolności Część.
Ta, do której wzdycham tęskno…

Przyszła też do mnie Babulinka, która w pewnym sensie wyraża mnie z tu i teraz.
Taak… Trudno się przyznać do tego samej przed sobą…

Ale, co naprawdę niesamowite, co zaskakuje mnie za każdym razem, choć wiem, że energia zawsze wie, to to, że pojawiła mi się akupunktura i zdrowa dieta jako pewien rodzaj wskazówek zadbania o siebie.
(- przypominam – głowa chciała konkrety, została zaspokojona)

Akupunktura chodzi za mną od dawna, ale jakoś nie miałam okazji,
wróć – nie stworzyłam okazji, by udać się do specjalisty.
A zdrowa dieta… Pozwól, że pozostawię ten fragment bez komentarza.

Zmierzając do najważniejszego…
Dostałam bardzo jasną informację, że którąkolwiek drogę w życiu wybiorę, to będzie dobra droga.
Że nie muszą być zero – jedynkowa.
Jak chcę, to mogę.
A jak nie chcę, to nie muszę.
I że ta część, do której mi tęskno, to ja, do której mam dostęp.
Tylko wiadomo…. warzywa, owoce…
A poważniej mówiąc – JA MAM MOC SPRAWCZĄ I DECYZYJNĄ.

Dzisiaj usłyszałam sformułowanie „urealniać siebie”.
I tak bardzo pasuje mi to do wniosków po sesji z Juliettą…

Nigdy niewiadomo, kiedy Intuicja podsunie nam jakąś myśl.
A już na pewno nie spodziewałam się jej z usta Jakuba Żulczyka w rozmowie o alkoholizmie.

Wyrażenie UREALNIAĆ SIEBIE bardzo mi się spodobało.
Bo zobacz… jeśli uświadomimy sobie, że tak naprawdę nie musimy z nikim i niczym się ścigać, że nie musimy dążyć do żadnych wytyczonych celów, że nie musimy się jakoś starać i naciągać, a po prostu SIEBIE UREALNIAĆ W ŚWIECIE – płynąć z nurtem robiąc to, co nas uszczęśliwia, to jakoś tak lżej się czujemy.

I z tą myślą Cię zostawiam.
I siebie z tym wnioskiem po sesji.

Z Miłością,
L.