No bo jeśli nie pisać w zeszycie, to co?

Wiesz, dziś jakoś tak mocno poczułam, że mam dosyć patrzenia na to, jak Kobiety stoją w miejscu, boją się ruszyć i w dodatku, nie wiedzą czemu się w ogóle boją.

Nie chcą pracować w zeszycie albo pracują w nim okazjonalnie, bo twierdzą, że:
„To strata czasu”
„I tak im to nic nie da”
„To strasznie nudne”
„Nie wiedzą, co i jak pisać”

One wolą od razu działać. Świetnie, jednak pod warunkiem, że te działania rzeczywiście dochodzą do skutku.

Bo… z moich obserwacji wynika, że to jest taka próba pójścia skrótem, która kończy się tym, że nic nie jest zrobione. A frustracja rośnie.

Wychodzi na to, że mają NA WYCIĄGNIĘCIE RĘKI fantastyczne narzędzie, ale ich opór wobec niego sprawia, że mija kolejny rok, a one borykają się z tymi samymi:
lękami
blokadami
pytaniami

Żal im pół godziny, by pracować nad swoim postrzeganiem siebie, swojej mocy i świata.
Żal im pół godziny, by POCZUĆ SIĘ PEWNIE W DZIELENIU SIĘ SWOJĄ MOCĄ. 
Żal im pół godziny, by samodzielnie wybrać przekonania budujące ich mindset.

Wiesz, skąd to wiem?
Bo sama odpuściłam!
Bo mi też wydawało się, że to strata czasu i wolę od razu zacząć dzień od „prawdziwej pracy”. Tej za pieniędze.

Ale! Ale! Ale!
Dostałam po głowie! I oprzytomniałam. I wróciłam pamięcią do tego okresu, gdy wstawałam o 5-6 rano i dzień w dzień PISAŁAM W ZESZYCIE.

I wtedy czułam, że cały czas się rozwijam, z dnia na dzień. 
I wtedy raz dwa rozprawiałam się z chochlikami w głowie. 
I wtedy realnie wpływałam na moją sytuację życiową.

Bo sobie ją sama wypisywałam w zeszycie.

Poza tym dzięki zeszytoterapii nabywasz cech, które są BEZCENNE w Twoim biznesie – determinacji, systematyczności i uważności.