Męczennica, która się stara, a to nie wystarcza

„Postaram się pisać codziennie.”
„Postaram się zdążyć na czas.”
„Postaram się nie zapomnieć.”

Jakiś czas temu używając kolejny raz któregoś z powyższych lub podobnego zwrotu,
poczułam mocno energię tych słów.

Energię pewnego rodzaju udręki.
Energię ofiary, która przecież tyle daje z siebie, więc to nie jej wina, że wychodzi inaczej.
Energię takiej niepewności, czy to się w ogóle uda i jednocześnie jakby pasu bezpieczeństwa – „na wypadek, gdyby się nie udało, to ja przecież się starałam”

Więc…
„Doceń moje starania.”
„Pamiętaj, że robiłam co mogłam.”
„Dałam z siebie wszystko.”

Gdy zaczęłam się temu przyglądać,
stwierdziłam, że nadużywamy tego sformułowania POZBAWIAJĄC SIĘ MOCY SPRAWCZEJ.

Bo zobacz, gdy mówię POSTARAM SIĘ daję pozwolenie na to, że to, co robię lub obiecuję zrobić MOŻE ZAKOŃCZYĆ SIĘ NIEPOWODZENIEM.

To tak jakbym ZAPRZECZAŁA
wierze w to, że się uda
i
zaufaniu, że mogę, potrafię, dam radę.

To trochę tak jakbyśmy zrzekały się prawa kreowania rzeczywistości zdając się na to, co będzie.

Czasem jest tak, że trudno nam ocenić konsekwencje jakiejś sytuacji i mówimy wtedy o staraniu, zostawiając sobie jakby otwartą furtkę awaryjną w ocenie naszych starań przez innych.

I wiesz, choć wydaje nam się, że to taki niewinny zwrot, poczułam, że przynajmniej w moim przypadku, to WCHODZENIE W ROLĘ MĘCZENNICY.

W podświadomości której wybrzmiewa:
„Nie widzisz tego jak się staram!?”
„Nie zauważasz tego, ile daję z siebie!?”
„Robię tak wiele, a Ty tego nie doceniasz!?”

Wychodzi więc na to, że taki niby drobiazg może być grubym podświadomym programem.

Zatem długopis i notatnik w dłoń:
DLACZEGO NIE BIORĘ SPRAW W SWOJE RĘCE?

Aaaj może to nie ma wszystko sensu 😅 ale jednak przypłynęło do mnie dzisiaj, więc wybrzmiało.

Pięknego dnia!
Uściski,
Lidia

P.S. POSTARAM się robić lepsze zdjęcia 😅🙈