Żeby otworzyć szeroko okna w salonie, trzeba zejść najpierw do piwnicy…

Długo miałam poczucie jakbym żyła w przedsionku życia.
Do salonu nawet głupio było mi zajrzeć.
A o wchodzeniu tam nawet nie wspomnę.

Wyobrażałam sobie, że jest tam piękne spokojne życie pełne wszelakiej obfitości.
No dobra – pełne pieniędzy, a reszta przyjedzie razem z nimi.

Tęskniłam. Bardzo tęskniłam do salonu.
I jednocześnie bałam się, że zawsze będę siedzieć na progu.

Miałam momenty rezygnacji, chciałam w ogóle przestać się starać o otwarcie drzwi.
Aaach… gdyby to tylko raz…
Szukałam klucza gdzieś daleko, myślałam, że ktoś może mi go dać albo że spadnie na mnie z nieba za sprawą cudu…

Jednak pewnego dnia odkryłam powód, dla którego wejście do salonu nie może się ziścić…

Cóż… Nie zeszłam nigdy do piwnicy.

Piwnicy, w której znajdowały się fundamenty.

Musiałam zrobić tam generalne porządki.
Wyszyścić kurze, podłogi, ale i każdy słoiczek z przetworami z osobna.
Musiałam wrócić do początku.

…W piwnicy musiałam zająć się tematem… Miłości do siebie.
Bo najpierw trzeba wrócić do siebie i się sobą zaopiekować. Wybaczyć, uzdrowić, przeprosić, podziękować, zaakceptować.
Lista wydaje się długa… ale to naprawdę może zadziać się bardzo szybko.
Skoro u mnie było szybko, to u Ciebie też może.

No więc…
Salon to nie pieniądze, bogactwo, luksus i dom z basenem.
Kluczem do salonu jest kochanie siebie.
Nic więcej.
Teraz nawet, gdy to piszę przez moją głowę przelatuje myśl “i co, i tyle?”
“No tyle, właśnie tyle wystarczy.
Lidia, przecież jesteś dowodem.”

I teraz, gdy w salonie patrzę na siebie z tego przedsionka, myślę sobie, że… kurczę to jest tak proste! A tak mało ludzi to robi!
Tak mało Kobiet ma odwagę, by podążać za sobą.
Tyle Kobiet boi się, że to jest trudne, że wymaga czasu, że nie zasługują, że są za słabe.

A Ty, jesteś gotowa posprzątać piwnicę?

Bo wiesz… w salonie są wielkie okna, które można szeroko otworzyć…