To nie jest epoka, w której mamy dopasowywać się do “większości”.

Czy jesteś wystarczająco dobrą żoną?
Wiesz taką, która spełnia potrzeby męża, dba o jego szczęście i komfort, nie krzyczy za głośno i nie mówi za dużo emocjach.

Czy jesteś wystarczająco dobrą matką?
Która zawsze ładnie prosi, nawet 100 razy o jedną rzecz, ale broń Boże nie podnosi głosu, bo dziecku trauma zostanie na całe życie.

Czy jesteś wystarczająco dobrą córką?
Dzwonisz bez okazji, wysyłasz pocztówki z wakacji, przepraszasz na zapas, że zapomniałaś o imieninach ciotki z Australii.

Czy jesteś wystarczająco dobrym człowiekiem?
Który kocha wszystkich ludzi, sobie odbierze z miski, by nakarmić głodnego, który ostatnie grosze przeleje na wośp.

Żadna z nas nigdy nie będzie wystarczająco dobra dla nikogo.
Musimy to przyznać przed sobą raz na zawsze.

I pogodzić się z tą myślą.
Czyjeś wyobrażenia na nasz temat zawsze będą tylko wyobrażeniami i… problemem osoby, która te wyobrażenia ma.
Nie Twoim. Nie moim. Nie naszym.

Ja bardzo starałam się przez większość dorosłego życia dopasować do tych wyobrażeń.
Bardzo zależało mi na tym, by wszyscy mnie wokół lubili i nie mogli mi niczego “złego zarzucić”.
Chciałam być taka elastyczna i bezproblemowa.
Żeby czasem nie robić komuś kłopotu.
I powiem Ci, że to było bardzo dziwne. Eeeh… Bo ja jestem całkiem inną osobą.

Taką, która się nie dopasowuje i ma w nosie zdanie innych.
Jednak wtedy nie miałam w sobie na tyle wewnętrznej mocy, by mieć odwagę za tym podążać.
Wybierałam to, co było “bezpieczne” = przypodobanie innym.

Bardzo źle znosiłam słowa krytyki, zwrócenia uwagi, miałam problem z przyznaniem się do tego, że czegoś nie potrafię. I wiesz, to nie tylko chodziło o to, że moja osobista pewność siebie jest zachwiana, ale też o to, że bałam się uczucia rozczarowywania innych.

Tak, brałam odpowiedzialność za ich uczucia – ich wyobrażenia o mnie, mojej wiedzy, moich umiejętnościach.

Widzę Kobiety, które ciągle to robią.
Próbują się przypodobać, nie chcą odstawać, nie chcą powiedzieć czegoś “mało dyplomatycznego”.
Ja sama się łapię czasem na tym, że ulegam nie swoim potrzebom, że gryzę się w język mimo, że chcę cos powiedzieć, że nie przyznaję się do pisania dla Kobiet.

Jednak wiesz, co jest pierwszym krokiem? Świadomość.

Jeśli obserwujesz siebie, swoje zachowania, reakcje, emocje, to widzisz sytuacje, w których nie podążasz za sobą. A to naprawdę już dużo, bo dzięki temu wiesz, co jest do uzdrowienia.

Świat potrzebuje nas prawdziwych.
A nie tych dopasowanych do czyiś wyobrażeń.
Nawet nasi mężowie, dzieci i rodzice potrzebują nas prawdziwych.
Nas – stawiających solidne granice.
Nas – mówiących otwarcie o tym, czego chcemy, a czego nie.
Nas – w naszej sile.

A nie lebiod, które się dopasowują.
To już nie ta epoka Dziewczyny.