Porównywanie się do innych to wyśmienita lekcja Miłości do siebie!

Porównywałam się do innych w wielu aspektach mojego życia.

Jako nastolatka porównywałam swój wygląd, a że miałam kompleksy, to wiele razy płakałam w poduszkę z pretensjami do Życia o niesprawiedliwość.

Porównywałam się z Kobietami, które zarabiają wielkie pieniądze, wytykajac sobie, czemu nie jestem tak dobra, czego mi brakuje.

Porzucalam robienie czegoś, bo “już ktoś to robi”, “jest wiele lepszych”, “nigdy nie będę tak dobra”.

Porównywałam swój biznes do innych, doszukujqc się tego, co robię gorzej zamiast skupić się na tym, co mogę robić lepiej (i po swojemu).

Porównywałam się do mojej Mamy, że nie dbam o siebie tak jak Ona, że nie umiem tak dbać o porządek,, myślałam, że jak będę robić tak samo, to będę lepsza niż teraz.

Porównywałam się do mojej Siostry, która jest taka praktyczna, rozsądna, a ja gdzieś latam oderwana od rzeczywistości i bujam w obłokach (cóż się dziwić, że popelniam “błędy”)

Porównywałam moją rodzinę do innych. A bo tamci są szczęśliwsi, fajniej spędzają czas, wiecej się wyglupiają.

Wiele razy czułam się gorsza, słabsza, bezbarwna, mało ciekawa.

Wiele razy też sądziłam, że moje zdanie jest mniej mądre niż zdanie kogoś innego, więc siedziałam cicho.

A kiedy widzialam w kimś cechę, która mi imponowała próbowałam się w nią wpychać… Bo przecież w porównaniu do jej posiadacza wypadłam blado.

I wiesz… To całe porównywanie się do innych jest WYŚMIENITĄ lekcją.
Serio!
To bardzo dotkliwa, choć skuteczna (o ile ją zrozumiesz) lekcja Miłości do siebie.

Tego, by wreszcie siebie docenić, uwierzyć w swoją wyjątkowość, poczuć w Sercu, że jestem jedna jedyna.
Że nie ma drugiej osoby o takich samych doświadczeniach, o takiej energii, o takim patrzeniu na świat.

Bo przeciętność nie istnieje.
Nie ma czegoś takiego.
W ogóle myślę, że słowo przeciętność wymyślili ludzie o wybujałym ego, którzy chcieli się poczuć lepsi.

I wiesz… Ja dzisiaj jestem dla siebie czuła, wyrozumiała, wiem, że czegoś mogę nie wiedzieć, ale mimo to wciąż miewam myśli, które każą mi zrobić krok w tył.
Nawet z pisaniem mam tak, że mój ebook czeka aż przerobię przekonanie “a kto to kupi”.

Jednak podchodzę do tego już bez wyrzutów.
Bez biczowania się, że znów coś źle pomyślałam.
Jest jak jest, akceptuję to, ale zmianiam jeśli czuję, że mam zmienić.
Tylko już nie próbując doskoczyć do kogoś innego.
Ale po to, by zbliżać się do samej siebie.

Życzę Ci, byś poczuła się wystarczająca taka jaka jesteś teraz.