Po pierwsze – przyjaźnij się sama ze sobą!

Powiem Ci coś szczerze.
Od około tygodnia mam trudny czas.
Po pierwsze to mój czas przed okresem.
Po drugie podobno był mocno energetycznie czas dla Ziemi.
Nie mogłam pracować, skupić się i targały mną skrajne emocje.

Czas głośny od krzyków ze złości.
Czas cichy z zamyślenia w sobie.

Moje ciało wezwało mnie do zatrzymania.
Do zatrzymania w moim i tak powolnym życiu.

Kiedyś bym mu odmówiła. Machnęłabym ręką.
A co, przecież ja jestem taka silna. A co, tylko ja mam okres?
Jednak odpuściłam i zrobiłam sobie wolne.

No cóż… mimo wszystko na tym mini urlopie, nie było zbyt przyjemnie.

Spłynęła na mnie lekcja Miłości do siebie i podążania za sobą.

Poczułam, jak mocno działa na mnie to, gdy płyną do mnie niemiłe słowa.
Jak mocno budzi się we mnie instynkt walki.
Jak mnie to dotyka.
Jak moje ego próbuje odpierać atak, odpowiadać na niego, tłumaczyć swoje stanowisko.

I wiesz, ja jeszcze nie dam rady wrócić do pracy w pełni.
Bo mielą się we mnie te tematy.

Kiedyś byłabym na siebie zła.
Zła na to, że mam słabszy okres i moje ciało odmawia współpracy, której od niego oczekuję.
Zła na to, że ciągnie się to tydzień.
Zła na to, że nie mogę pracować i zadowalać innych ludzi.
Zła na to, że uległam nieprzyjemnym emocjom.

Ale dzisiaj przyszło do mnie zrozumienie.
I powiedziałam sobie: Ok, dziękuję, że życie pokazało mi tak głęboko, jak temat przyjaźni ze sobą jest ważny.

Dzięki za PMS, za nów Księżyca, za ego.
Dzięki za to, że jestem Kobietą.
Ach no i za te mandale, które w tym czasie wyrysowałam.